"Ugotowałam makaron i zjadłam ze słodką śmietanką i cynamonem, moją ulubioną przyprawą. Uwielbiam cynamon, mogłabym go dodawać do każdego jedzonego przeze mnie dania. Potem zabrałam się za lekcje. Gdy była godzina piętnasta pięćdziesiąt przerwałam tą czynność, pomimo że nie zrobiłam jeszcze wszystkich zadań. Poleciałam do łazienki i przeczesałam włosy. Spięłam je w wysokiego koka i wróciłam do pokoju po torebkę. Rozejrzałam się dookoła pomieszczenia sprawdzając czy spakowałam wszystko co potrzebne. Korzystając z okazji, że mamy w dalszym ciągu nie ma w domu bez problemu wymknęłam się na dwór."
Przed szkołą czekała już na mnie moja przyjaciółka. Dalej poszłyśmy razem. Weszłyśmy na teren orlika szkolnego, rozejrzałam się dookoła siebie i uśmiechnęłam z zachwytu. To miejsce jest wspaniałe. Niektórzy mają jakieś swoje zakamarki w lasach, parkach, łąkach, a ja mam zwykłe boisko, gdzie przychodzą ludzie, których zupełnie nie znam. Podziwiam przemiłą atmosfere, która tu panuje. Starsi i młodsi biegają razem za piłką. Dziewczyny i chłopacy w różnym wieku wspólnie się bawią. Ale oni się znają, a ja tu nikogo nie znam. Nie łatwo jest mi zawierać nowe przyjaźnie. Podobno to ja jestem ta najodważniesza wśród moich przyjaciół, a inni muszą podchodzić do mnie i się przedstawiać, bo ja sama tego nie zrobię. Co jeśli powiem coś nie tak? Wyjdę na idiotke? Zresztą gdy pare osób, gdzieś sobie siedzi i rozmawia to głupio jest podejść do nich i się wtrącać. Pomimo to ciesze się, że przynajmniej mam tu Werke. Co prawda ona też rzadko może, gdzieś wychodzić ale najważniejsze, że w ogóle wychodzi. Chociaż ja myślę, że jej się po prostu nie chce. Jej mama jest na totalnym luzie i na wszystko jej pozwala. Moja za to wręcz przciwnie. Nie idzie się z nią dogadać. Z zamyślenia wyrwała mnie Weronika rzucając we mnie piłką do siatkówki.
-Gramy?-krzyknęła z drugiego końca boiska przeznaczonego do gry w koszykówkę. Sportu, którego od zawsze nienawidzę. Kiwnęłam głową i podniosłam z ziemi piłkę. Podeszłam bliżej Weroniki i odbiłam do niej piłkę. Odbijałyśmy tak przez dłuższy czas. Nawet nie zauważyłam, a była już godzina siedemnasta. Usiadłam na ławce, by odpocząć. Położyłam piłkę obok swoich nóg i spojrzałam na Weronike, która najwyraźniej próbowała nawiązać nowe znajomości. Podawała jakiemuś chłopakowi piłkę, zamieniając z nim przy tym pare zdań. Potem podbiegła do mnie i usiadła obok. Uśmiechnęłam się do niej znacząco. Na pewno wiedziała o co mi chodzi, bo zaraz wysypała się rumieńcami. Przeniosłam swój wzrok na chłopaków grających w noge na boisku obok. Podzielili się na dróżyny i rozgrywali mecz. To jest kolejna rzecz, którą cenię w tym miejscu. Jak to obce sobie osoby, w różnym wieku potrafią ze sobą współpracować. Wiem, że większość z tych chłopaków się nie zna, bo to widać. Choćby nawet nawoływanie siebie "Ej ty! W czerwonej koszulce!" świadczy o tym. Nagle czterech chłopaków zeszło z boiska. Podeszli do swoich toreb i wyciągnęli wodę. Usiedli obok siebie na ławce i zamienili pare zdań co jakiś czas spoglądając na nas, co mnie trochę zdziwiło. Po chwili cała czwórka podniosła się i ruszyła w naszym kierunku.
-Gracie tą piłką?-jeden z chłopaków wskazał głową na piłkę leżącą między moimi, a Weroniki nogami.
-Gramy.-złapałam piłkę wstając i spojrzałam się wyczekująco na Werke, aby poszła za mną. Nie miałam zamiaru oddawać im piłki, pomimo że nie była to moja własność. Piłka należała do tej szkoły pod, którą podlegał orlik, a ja ją tylko wyporzyczyłam.
-A możemy grać z wami?-zapytał jeden z nich. Spojrzałam się pytająco na Weronike. Mi by to nie przeszkadzało, lecz chciałam poznać jej opinię. Moim zdaniem tym więcej osób tym lepiej. Byleby umieli grać. Po chwili namysłu Weronika kiwnęła głową, pozwalając im do nas dołączyć.
-Mam pomysł!-krzyknął jeden z nich i gdzieś odbiegł. Drugi pobiegł za nim, a dwaj zostali z nami. Pozostając w niewiedzy o co chodzi tamtym zaczęliśmy odbijać. Po niecałych dwóch minutach ujrzałam tych dwóch chłopaków, którzy wcześniej sobie poszli. Szli w naszą stronę z sprzętem i siatką do gry w siatkówkę.
-Skąd to macie?-krzyknęłam zachwycona ich pomysłem. Podbiegłam bliżej i wzięłam od nich pare rzeczy.
-Od tego pana, który pilnuje tu porządku. Musimy tylko to wszystko dobrze zmontować.-uśmiechnął się i puścił oczko w moją stronę.
Gdy wszystko było już gotowe podzieliliśmy się na trzyosobowe dróżyny. W pierwszym składzie byłam ja, Werka i jeden z chłopaków co przyniósł sprzęt. A w drugim cała reszta. Myślałam, że będzie on się czuł nieswojo w składzie z dziewczynami, jednak się myliłam. Był bardzo pewny siebie. Gdy zaczął się mecz usiadł na podłodze i kazał nam biegać po całym boisku, a sam ruszał się tylko gdy przychodziła jego kolej na zagrywkę.
-Powiedz mi chociaż jak się nazywasz.-spojrzałam w stronę chłopaka, którego zachowanie o dziwo mnie nie denerwowało. Wręcz przeciwnie, śmieszyło mnie to wszystko.
-Łukasz jestem, a ty?-podniósł się z ziemi podchodząc bliżej mnie.
-Ania, a to jest Weronika.-wskazałam ręką na dziewczynę biegnącą po piłkę, która wyleciała nam poza teren orlika. Mieliśmy więc chwilę odpoczynku. No znaczy Werka nie. Ona wyrzuciła, ona po nią biegnie. Muszę przyznać, że z trudem się jemu przedstawiłam. Ciężko mi było cokolwiek powiedzieć gdy stał przede mną i patrzył mi w oczy. Wcześniej gdy sobie siedział było to o wiele prostrze. Nie musiałam się nawet na niego patrzeć, by krzyknąć do niego, że jest leniem. Teraz byłam całkiem spięta.
-Mam wrażenie, że cię znam. To ty ściągałeś mi kiedyś piłkę z tego budynku?-wskazałam ręką na budke, w której były magazynki i toalety. Długo się zastanawiałam nad tym czy się jego o to spytać. Bałam się mu o tym przypomnieć gdyż to była ciężka i długa sprawa. Mógł mnie przez to kojarzyć z tej złej strony.
-Ta, to ja. Ja jestem tą małpą.-uśmiechnął się, a na moje poliki wkradł się rumieniec, co się w moim przypadku rzadko zdarza. Jego słowa oznaczałay, że wszystko pamiętał. Schyliłam głowę w dół nie wiedząc co powiedzieć. Z tarapatów wyciągnęła mnie Werka, która właśnie przybiegła z piłką.
-Wera, ja już nie gram. Nie mam sił.-delikatnie się uśmiechnęłam w jej stronę i ruszyłam w stronę budki. Usiadłam pod nią w cieniu. Słońce grzało jakby był już lipiec czy sierpień, a to dopiero początek czerwca. Spojrzałam na chłopaków wracających na boisko do nogi. Brakowało mi jedynie wśród nich Łukasza. Przeniosłam wzrok na idącą w moją stronę Weronike. Szła i śmiała się jak wariatka. Co w nią wstąpiło? A może coś ze mną nie tak? Źle wyglądam? Przeniosłam rękę na moje włosy, by sprawdzić czy wszystko z nimi wporządku. Gdy moja dłoń znalazła się z tyłu głowy poczułam rękę innej osoby. Podskoczyłam ze strachu i odwróciłam się za siebie. Uspokoiłam się gdy zobaczyłam tam rozbawionego Łukasza. Okazało się, że robił mi rogi. Jak małe dziecko. A ciekawe w ogóle ile on ma lat?
-Ty cwaniaczku powiedz mi lepiej ile masz lat.-zwróciłam się do niego zakładając ręce na biodra i wypalając dziure w jego twarzy.
-Siedemnaście, chodzę do pierwszej liceum.-uśmiechnął się i usiadł na przeciwko Weroniki pod ścianą.
-Nie wyglądasz na tyle.-stwierdziłam i dosiadłam się do Werki. Teraz obie siedziałyśmy na przeciwko niego. Budynek ten składał się jakby z dwóch segmentów. Po prawej i lewej stronie, a od środka drzwi wejściowe do każdego z pomieszczeń. Każdy z segmentów miał daszek, a łączyła je drewniana kratka, pod którą dokładnie siedzieliśmy. Czyli przed drzwiami do pomieszczeń.
-W takim razie ty się pochwal ile masz.
-We wrześniu szesnaście. Trzecia gimnazjum.-prześledził mnie wzrokiem jakby sprawdzał czy na tyle wyglądam, a potem przeniòsł wzrok na Weronike oczekując odpowiedzi na to pytanie także od niej.
-Ja szesnaście będę miała w listopadzie. Chodzę z Anią do klasy.
-Które gimnazjum?-zapytał przeczesując ręką swoje gęste, czarne włosy.
-Na Rubinowej. Tam obok jest fryzjer, kosmetyczka, kościoł, kojarzysz?
-Ehe, tam jest też obok liceum. Mój kumpel Janek tam chodzi. Jan Dąbrowski, znacie?
-Nie, mało znam licealistów. Chyba, że ty Werka znasz?-zwróciłam się do przyjaciółki poprawiając swoje włosy. Nasze gimnazjum i to liceum są w jednym budynku. Dzielą je jedynie osobne wejścia na zewnątrz i brama, przez którą nie wolno nam przechodzić w wewnątrz.
-Nie, niestety nie znam.-mruknęła Weronika.
Nasza rozmowa wkrótce przerodziła się w szaleństwo i wygłupy. Zaczęliśy ganiać się po całym orliku i zabierać sobie rzeczy. Mój telefon został uprowadzony przez Łukasza, co nie było powodem do radości. Nienawidzę gdy ktoś grzebie mi w telefonie. Była to gonitwa wszechczasów. Nigdy chyba szybciej nie biegłam niż wtedy gdy ganiałam chłopaka, by odzyskać swój telefon. Na "świetny" pomysł wpadła Weronika. Gdy Łukasz nie szedł na układ 'długopis za telefon' postanowiła, że wzamian za mój telefon odda mu moją legitymację. Zgodził się gdy zauważył, że ten układ mi się nie podoba. Gdyby zobaczył moje zdjęcie legitymacyjne... Niestety tak i się stało. Przymajmniej odzyskałam telefon.
Do domu wróciłam przed dwudziestą drugą. Uznałam, że skoro mama po mnie nie dzwoniła to nie będzie zła. Jej w domu jednak nie było, nie było nikogo...
***
*Rubinowa - nazwa ulicy
Oto kolejny rozdział! :) Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia! ♥ Mega z Was człowieki :')
No fajne, fajne. Czekam na następne rozdziały ;3
OdpowiedzUsuń