Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 3

"Do domu wróciłam przed dwudziestą drugą. Uznałam, że skoro mama po mnie nie dzwoniła to nie będzie zła. Jej w domu jednak nie było, nie było nikogo..."

Wyciągnęłam z torebki telefon i napisałam smsa do mamy "Kiedy będziesz?". Trochę to dziwne, bo zawsze wszyscy o tej porze są w domu. Jedynie czasami Marka nie ma, ma wtedy nocną zmianę w pracy. Marek to partner mamy i tata Zośki. Zwracam się do niego po imieniu. Nigdy nie mówiłam ani nie mam takiego zamiaru mówić do niego "tato". Pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Położyłam się na plecach i patrzyłam w sufit. Zaczęłam wspominać wszystkie zdarzenia z dzisiejszego dnia. Był niesamowity i pomimo że to dość zwykły dzień, mogę go uznać jako jeden z najlepszych w moim życiu. Świetnie się dziś bawiłam, dawno się tak już nie śmiałam ani nic nie sprawiało mi aż takiej frajdy. To niesamowite jak jeden obcy człowiek potrafi poprawić samopoczucie drugiego. Tak, mam na myśli tu Łukasza. Mega z niego człowiek. Już za nim tęsknie, mam nadzieję, że jeszcze kisdyś go spotkam. To może dziwnie zabrzmieć, bo znam go zaledwie kilka godzin, ale coś mnie do niego przyciąga. Po prostu podoba mi się, może to zauroczenie? Nie wiem, nigdy nie czułam czegoś takiego. Ale teraz mam ochotę skakać z radości. W końcu kogoś tu poznałam. Ciesze się, że akurat jego i mam nadzieję, że to będzie dłuższa znajomość. Rozmyślając tak o poznanym dzisiaj chłopaku zasnęłam. Nie spałam długo, ponieważ po jakimś czasie obudził mnie trzask drzwiami. Zerwałam się z łóżka i podeszłam do drzwi od pokoju. Ktoś się włamał? A może tylko rodzinka wróciła? Zaczęłam niespokojnie plątać się po pokoju rozmyślając nad ewentualnym planem ucieczki w przypadku gdyby osoba zwiedzająca właśnie moje mieszkanie okazała się złodziejem. Usiadłam na łóżko, a moją uwage przykuły dżinsowe spodnie, które w dalszym ciągu miałam na sobie. To oznaczało, że zasnęłam w ciuchach. Nagle drzwi do pokoju się uchyliły. Cała się spięłam, czułam że zaraz serce ze mnie wyskoczy. Uspokoiłam się gdy w progu zauważyłam moją mame. Wypuściłam powietrze z ust i opadłam na poduszki. Popatrzyłam się przez chwilę w biały sufit po czym podniosłam się i przeniosłam wzrok na mame.
-Gdzie wy byliście?-posłałam jej piorunowe spojrzenie. Pomimo że jest dorosła martwiłam się, szczególnie że to nie w stylu mojej mamy tak znikać. Zawsze myślałam, że jest odpowiedzialną, spokojną, a nawet nadopiekuńczą kobietą. Co mnie często już przerażało. Potrzebuję troche więcej luzu.
-W ogródku. A gdzie moglibyśmy być o tej porze?-uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Wtedy zgasł mój promyczek nadziei, że coś się zmieniło. Może i się zdenerwowałam jej nieobecnością, ale przez chwilę cieszyłam się, że coś się w jej zachowaniu ruszyło.

Rzuciłam okiem na zegarek wiszący na ścianie. Po dwudziestej drugiej, wstałam więc i poszłam do łazienki, by w końcu się umyć i przebrać w piżame. Weszłam pod prysznic i zaczęłam się relaksować. I znowu przypomniał mi się Łukasz...
W łóżku leżałam już przed dwudziestą trzecią. Zrezygnowana szybko zasnęłam.

*następny dzień, popołudnie*

Odrobiłam już wszystkie lekcje, zjadłam obiad i porozmawiałam chwilę z mamą. Dłużej nie tracąc czasu przebrałam się w coś wygodniejszego i pobiegłam w moje ulubione miejsce. Niestety nie sama...musiałam zabrać ze sobą Zośkę. Wypożyczyłam piłkę do siatkówi, usiadłam na ławeczce i czekałam na Weronikę. Oczywiście moja kochana siostrzyczka musiała marudzić, że jej się nudzi więc dałam jej swój telefon do zabawy. Rozejrzałam się po boisku do nogi i koszykówki, a także obeszłam wzrokiem budke z magazynkiem. Nigdzie nie znalazłam Łukasza. Trochę się wtedy rozczarowałam, bo miałam nadzieję, że dzisiaj też on będzie. Posiedziałam tak jeszcze chwilę i przyszła Wronika. Dzisiaj nie miałyśmy rozłożonej siatki, ale poradziłyśmy sobie i bez niej. Kiedy była godzina siedemnasta udało mi się namówić Werke na grę w piłkę nożną. Ucieszyłam się gdy się zgodziła, ponieważ nigdy nie mogę jej na to namòwić. Po prostu nie lubi tego sportu. Najpierw podawałyśmy sobie piłkę, a gdy zwolniła się jedna bramka szybko ją zajęłyśmy. Przed osiemnastą ujrzałam dwóch chłopaków chodzących na teren orlika. Tak, jednym z nim był Łukasz. Byłam przeszczęśliwa kiedy podszedł i się przywitał. Przedstawił na swojego kolege. Tego, o którym wczoraj wspominał, Janka. Zeszłyśmy z Werką z boiska "oddając" chłopokm bramkę i usiadłyśmy obok niej. Nieźle się uśmiałam patrząc na ich popisy, zresztą Weronika też. Zabawa się skończyła kiedy piłka lecąca z ogromną siłą udeżyła Zośke w głowe. Zaraz oczywiście się popłakała i zaczął się cyrk. Na nic były moje prośby i błagania o to, by się uspokoiła. Przeprosiny Janka też nic nie dawały. Gdy ryczała już tak z dziesięć minut wiedziałam, że wcale już ją to nie boli tylko próbuje zwrócić na siebie uwagę. Zaszantażowałam ją więc, ż jeśli się nie uspokoi to odprowadzę ją do domu i nagadam mamie o jej zachowaniu. Mało pomogło, ale przynajmniej miałam już spokój. Miałam gdzieś, że teraz jest na mnie obrażona. Z powrotem się roześmiałam gdy tym razem piłka kopnięta przez Łukasza wpadła w Werke. Jedynie ja ocalałam. Gdy nadszedł czas, w którym Janek jako "swoją bramke" wybrał mnie i kopnął piłkę jakimś cudem, pomimo że leciała wprost we mnie, nie dotarła. Ten widok gdy Łukasz skoczył i przyjął na klate piłkę zawierał dech w piersiach. A przynajmniej u mnie, czułam się wtedy jak księżniczka.

Koło dwudziestej pierwszej prawie wszyscy się rozeszli. Zostałam jedynie z Jankiem i Zośką. Uznałam, że najlepiej będzie jak też już pójdę. Podniosłam się więc z ławki, na której siedziałam i ciągnąc za sobą siostre kierowałam się ku wyjściu.
-A ty gdzie?-usłyszałam krzyk chłopaka. Zatrzymałam się i odwróciłam się w jego stronę.
-Do domu, a gdzie niby?-krzyknęłam i z powrotem ruszyłam w stronę domu.
-Już idziesz?
-Ehe, nie mam już co tu robić.-mruknęłam nie odwracając się już do niego.

*miesiąc później*

W końcu doczekałam się wakacji. Jest początek lipca i śliczna pogoda. W domu to samo co zawsze, jednak z przyjaciółmi trochę gorzej. Moje kontakty z Weroniką się pogorszyły, a Łukasza nie widziałam już wiele tygodni. Codziennie chodzę w moje ukochane miejsce z nadzieją, że on tam będzie. Od dnia, w którym obronił mnie przed piłką widziałam go tam tylko jakieś 2-3 razy. Potem nasz kontakt zupełnie się zerwał. Wiele razy chciałam do niego napisać na facebooku, lecz się bałam. Bałam się co o mnie pomyśli...

***

Mamy kolejny rozdział! :D Zdradze Wam, że w następnych rozdziałach akcja się rozkręci i będzie ciekawiej! :)
Namawiam do komentowania, pisania swoich opini, uwag! Komentarze mega motywują! *-*

3 komentarze:

  1. Booosko <3! Nie moge sie doczekac kolejnegoo! ^-^
    http://xxankaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeezu jaki fajny blog sie zapowiada!Chce juz nexta i pozdrowiona <3

    OdpowiedzUsuń