Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 1

Obudziłam się wcześnie rano. A właściwie to mama mnie obudziła. Przeciągnęłam się i podniosłam do pozycji siedzącej. "Wysłuchałam" co miała mi do powiedzenia mama. Mało z tego zrozumiałam. Byłam jeszcze zaspana i nie kontaktowałam. Zresztą jak zawsze rano. Gdy mama z Zosią opuściły mieszkanie zostałam sama. Wygrzebałam się z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej krótkie, dżinsowe spodenki, białą koszulke z krótkim rękawem i czarny, zwiewny sweterek. Sięgnęłam do szuflady po czystą bieliznę i ruszyłam do łazienki. Ubrałam się w cześniej wybrane ciuchy, umyłam zęby, rozczesałam i ułożyłam włosy. Zrobiłam delikatny makijaż i byłam już prawie gotowa. Pobiegłam do kuchni, gdzie czekały na mnie wcześniej przygotowane przez mame tosty. Pochłonęłam je w mgnieniu oka. Rzuciłam okiem na zegarek w salonie. Wskazywał godzinę siódmą dziesięć. Choć raz może się nie spóźnie na autobus-pomyślałam z nadzieją, że tym razem uda mi się przybyć na przystanek autobusowy na czas. Poleciałam jeszcze do swojego pokoju po torbę i migiem wybiegłam z domu. W drodze na przystanek specjalnie się nie śpieszyłam. Nie miałam do niego daleko, a za to miałam jeszcze troszkę czasu. Na miejscu byłam o siósmej dwadzieścia pięć. Autobus zgodnie z planem przyjechał dwie minuty później. Kupiłam u kierowcy bilet i rozsiadłam się na jednym z siedzeń kładąc na kolanach torbę. Jechałam tak przypatrując się mijającym autom i ludziom przez około dziesięć minut. Równie dobrze mogłam iść do szkoły na piechotę albo jechać rowerem. Moje lenistwo jednak na to nie pozwoliło. Wysiadłam z autobusu i udałam się w stronę mojego znienawidnzonego miejsca. Dzień zapowiadał się jak każdy. Codzienna poranna rutyna, szkoła, potem odrabianie lekcji do wieczora. Tak mniejwięcej wygląda mój każdy dzień. Jedynie gdy nie mam prac do domowych i nie muszę się zajmować siostrą to wyskocze gdzieś z przyjaciółmi. Co się zadarza niestety rzadko.

Dzisiaj w szkole umówiłam się z Weroniką na popołudnie. Weronika jest moją najlepszą przyjaciółką. Jest brunetką o długich, pofalowanych włosach. Ma szare oczy i jest trochę wyższa ode mnie. Mieszkamy na jednym osiedlu i chodzimy do tej samej klasy. Przynajmniej ją mam tu w okolicy. Innych znajomych tu nie mam. Niby mieszkam tu już dwa lata, a jeszcze nikogo takiego nie poznałam. Może dlatego, że w okolicy mieszkają same dzieciaki?
Po lekcjach spacerkiem doszłyśmy na przystanek autobusowy. Tym razem Weronika wracała ze mną. Rano często wozi ją mama, a po skończonych lekcjach musi sobie już sama radzić. Gdy podjechał autobus wsiadłyśmy do środka, skasowałyśmy bilety i rozłożyłyśmy się na dwóch siedzeniach, a torby rzuciłyśmy na fotele znajdujące się na przeciwko. Ułożone były tyłem do kierunku jazdy. Zbytnio nie przejęłyśmy się tym, że ktoś może chcieć tam usiąść. Są przecież gdzie indziej miejsca. Po dwóch minutach drogi autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku. Moją uwage przykuła paczka chłopaków wsiadająca do niego. Miałam wrażenie, że gdzieś już kiedyś ich widziałam. Uważnie im się przyglądałam, ale gdy jeden z chłopaków to zauważył odwróciłam głowę w strone szyby. Chwilę później coś mną trzepło. Poczułam intensywny zapach męskich perfum co spowodowało, że z powrotem odwróciłam głowę w celu odnalezienia źródła zapachu. Nie musiałam szukać długo. Chłopak, któremu się wcześniej przyglądałam stał koło nas patrząc na nasze torby. Po chwili namysłu rzucił się na nie i wygodnie ułożył.
-Siema laski.-odezwał się poprawiając przy tym włosy ręką. Prześledziłam go kpiącym wzrokiem, a następnie skierowałam go na Weronike, która była cała czerwona i najwyraźniej podekscytowana tą całą sytuacją.
-Nie zawygodnie ci?-burknęłam wypalając w jego twarzy dziure. Może Werce się to podobało, ale mnie to nie ruszało.
-Nie. Jest idealnie.-mruknął z dumą w głosie. Wywróciłam oczami i podniosłam się z siedzenia.
-Mógłbyś łaskawie zejść z mojej torby?-powiedziałam podirytowana jego zachowaniem. Nie dość, że nie znam tego człowieka to mi takie szopki odstawia w miejscu publicznym. Wstał wtedy, chwycił za jedną z toreb i mi ją podał. Oddałam ją Weronice gdyż to była jej torba. Zarzuciłam na ramię moją własność i przytuliłam na pożegnanie przyjaciółkę po czym wyszłam z autobusu. Ruszyłam w stronę swojego domu. Zatrzymałam się gdy nagle usłyszałam nawołujący mnie głos Weroniki.
-Ania! Ania, zaczekaj!-odwróciłam się i zobaczyłam biegnącą w moją stronę dziewczynę.
-Co ty tu robisz? Nie powinnaś wysiąść na następnym przystanku?-spojrzałam się na nią pytająco. Nie rozumiałam dlaczego wysiadła z autobusu.
-Miałam sama z nim dalej jechać? Nigdy!-zaśmiałam się gdy usłyszałam jej słowa. Taka właśnie jest Weronika. Bała się pewnie. Widziałam jak się na niego patrzy. Myślę, że wpadł jej w oko. Chociaż pewnie mają marne szanse, by się jeszcze kiedyś spotkać. W końcu to jakiś przypadkowy, obcy nam chłopak z autobusu.

Odprowadziłam Werke do domu, a sama do swojego dotarłam koło godziny piętnastej. Zastałam go tak jak przed wyjściem, pustego. Miałam dość mało czasu dla siebie, bo na szesnastą byłam umówiona z Weroniką. Miałyśmy pójść razem na boisko potrenować trochę siatkówkę. O ile znowu mama nie będzie kazała pilnować mi Zośki. Orlik ten znajdował się koło szkoły mojej młodszej siostry, bardzo blisko domu. Około pięć minut drogi spacerkiem. To takie moje miejsce, w które kocham przychodzić choćby nawet, by posiedzieć tam i popatrzeć jak inni się bawią. Jest tam bardzo miła atmosfera i wiele wspaniałych osób, które może uda mi się kiedyś poznać. Co prawda przychodzę tu od niedawna, ale już bardzo lubię to miejsce. Myślę, że Weronika też.
Ugotowałam makaron i zjadłam ze słodką śmietanką i cynamonem, moją ulubioną przyprawą. Uwielbiam cynamon, mogłabym go dodawać do każdego jedzonego przeze mnie dania. Potem zabrałam się za lekcje. Gdy była godzina piętnasta pięćdziesiąt przerwałam tą czynność, pomimo że nie zrobiłam jeszcze wszystkich zadań. Poleciałam do łazienki i przeczesałam włosy. Spięłam je w wysokiego koka i wróciłam do pokoju po torebkę. Rozejrzałam się dookoła pomieszczenia sprawdzając czy spakowałam wszystko co potrzebne. Korzystając z okazji, że mamy w dalszym ciągu nie ma w domu bez problemu wymknęłam się na dwór.

***

Hey! Mamy już pierwszy rozdział! :) Chciałabym Wam bardzo podziękować za wszystkie komentarze pod prologiem! Nie spodziewałam się, że tak dobrze go przyjmiecie! ♥ Mam nadzieję, że ten rozdział również Wam się spodobał. W komentarzach piszcie swoje opinie, uwagi, zastrzeżenia. Jestem bardzo ciekawa co o nim sądzicie! :) ^.^
Jak chcecie to na aska wbijajcie :) ask.fm/ralinaska

4 komentarze:

  1. No no fajny blog sie zapowiada ;) I mam pytanko co ile bedziesz dodawac rozdzial?
    Czy to teraz bedzie wygladalo tak ze w jeden dzien ten blog a w drugi ff?
    Pozdrowionka
    /Cygan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) I myślę, że tak właśnie będzie najlepiej ;)

      Usuń
  2. swietny 8))))
    http://xxankaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń