Na początku cieszyłam się z wakacji, lecz później tylko czekałam na rok szkolny. Chociaż wiedziałam, że będzie inaczej niż przedtem. Nowa szkoła, nowi znajomi, nowe życie. Jak na razie siedzę w domu i się nudze. Weronika na obozie harcerskim, inni znajomi też gdzieś powyjeżdżali, a ja? A ja spędzam wakacje samotnie w swoim pokoju. Podniosłam się z kanapy, wyłączyłam telewizor i wyszłam do ogródka. W końu nie mogę spędzić dwóch miesięcy przed telewizorem. Rozłożyłam się na leżaku rozkoszując się promieniami słońca i delikatnym, ciepłym powietrzem. Nagle w kieszeni krótkich spodenek poczułam wibracje. Wyciągnęłam telefon i przeczytałam wiadomość od koleżanki z klasy. Byłej klasy.
"Hej Anka! Żyjesz jeszcze? Trener zaprasza nas dzisiaj na 12.00 nad zalew. Będą tam jakieś zawody i możemy pomóc w organizacji i sędziować. Daj znać czy jedziesz, ja będę na pewno. Buźki :*"
Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 09.00. W takim razie 3 godziny starczą mi spokojnie, by tam dotrzeć. Nie wspomniałam chyba nigdy wcześniej o tym, że gram w siatkówkę, a klasa do której chodziłam była klasą sportową. Gdybym chciała dalej grać w siatkówkę musiałabym iść do liceum, które jest w jedyn budynku z moim gimnazjum. Ale uważam, że pomimo dobrego poziomu tej szkoły nie jest i tak odpowiednia dla mnie. Zresztą jakby to delikatnie ująć, mam tam "wrogów". Ludzi z którymi mam na pieńku. Co w moim przypadku jest rzeczą normalną gdyż z Weroniką kochamy "sprawiać sobie kłopoty". A szczególnie ze starszymi, od których potem orzymujemy groźby typu "Jeśli pójdziecie do tej szkoły, to obiecuję wam, że nie będziecie miały w niej życia". Ale zdążyłam już do tego nawyknąć. A szkołę tak czy siak już dawno wybrałam.
"Ok, dzięki za info! :) Fajnie, że o mnie pomyślałaś. Spotkamy się na miejscu. Do zobaczenia :*"
Odpisałam decydując się na wyjście z domu i schowałam telefon do kieszeni, by z powrotem się położyć. W końcu jakiś dobry pretekst, by wyjść z domu.
O 11.30 byłam już gotowa. Wsiadłam na rower i ruszyłam nad zalew. Czyli takie "jeziorko", które wypływa z rzeki. Trzeba w końcu jakoś uatrakcyjnić to nudne miasto. Myślę, że pomysł z budową tego zalewu był świetny, jak i opłacało się w niego zainwestować. Miejsce to cieszy się teraz dużym zainteresowaniem i to nie tylko latem.
Zabrałam ze sobą coś do jedzenia, wodę, balsam do ciała, kocyk i inne rzeczy, które się zabiera na plażę. Oczywiście poza strojem kąpielowym. Nie miałam zamiaru się bawić w wodzie, na początku lipca często jest jeszcze chłodna.
-Kaśka!-krzyknęłam po dłuższym poszukiwaniu kogokolwiek ze znanych mi osób. Właśnie od niej dostałam tego esemesa. Podbiegłam do niej przepychając się przez tłumy ludzi i rzuciłam się jej w ramiona. Ostatni raz ją widziałam na zakończeniu roku szkolnego. Niby nie tak dawno, ale i tak mi jej brakowało.
-Chodź! Pokaże ci gdzie jest trener.-chwyciła mnie za rękę po uwolnieniu z uścisku i zaczęła ciągnąc za sobą. Po chwili znajdowałyśmy się w jakimś dużym, otwartym namiocie. Tam spotkałam pana Radka, mojego trenera, który nauczył mnie wszystkiego co związane ze sportem, a nawet więcej. Kazał mi zostawić tam swoje rzeczy i wręczył nam zielone koszulki z nazwą miasta.
Podczas pierwszego rozgrywającego się meczu siatkówki plażowej Ola sędziowała, a ja siedziałam przy małym stoliku i zapisywałam wszyskie punkty. Trochę to nudne, ale wymaga skupienia, by nie pomylić sie przy zapisywaniu. Jeden błąd i po mnie. Ola jest jedną z koleżanek z dróżyny. Trochę ich przyszło, ale nie wszystkie. Siedziałam tak i obserwowałam każdy ruch siatkarzy gdy nagle przed oczami mignął mi wysoki, czarnowłosy, przystojny chłopak. Pobiegłam za nim wzrokiem uważnie go obserwując. Zamarłam po stwierdzeniu faktu, że to Łukasz. Tyle czasu go nie widziałam. Nie mogłam się po prostu na niego napatrzeć. Stanął za bramką na przeciwko mnie i zaczął oglądać mecz. Teraz nie spuszczałam już wcale z niego wzroku. Nie chciałam go znowu zgubić. Może zdawać się to chore, ale zupełnie mi odbija na jego widok. Z transu wyrwała mnie krzycząca Olka. Krzyczała coś, że jest u mnie zła punktacja i, że wszystko pokręciłam. Zbladłam ze strachu i wstydu, bo patrzyli na nas dziesiątki, a może i nawet setki ludzi, w tym Łukasz, a ja zrobiłam z siebie idiotke. Teraz już nie wiem czy mnie dopuszczą do tego stanowiska, a czułam się tam wspaniale. Może dlatego, że miałam czym zainponować Łukaszowi? Tym, że mam coś wspólnego z organizajcją imprezy, która najwidoczniej mu się podoba?
Pofarciło mi się gdyż okazało się, że Olka też w głowie liczyła punkty i dało się ustalić jaki jest wynik meczu. Po tym zdarzeniu chciałam trochę ochłonąć więc zamieniłam się z Kasią, która miała czas wolny. Rozłożyłam swój nieduży kocyk i na nim usiadłam.
-Co się martwisz? Nic się przecież nie stało.-odwróciłam się gdy usłyszałam, że ktoś stojący za mną coś do mnie mówi. Ten ktoś, czyli Łukasz. W jednej chwili serce mi stanęło. Patrzyłam niedowierzając na niego, nie zwracając uwagi na to, że on także mi się przygląda i oczekuje na jaką kolwiek reakcję, odpowiedź z mojej strony.
-Idziesz do wody?-przerwał niezręczną cisze. Nienawidzę takich sytuacji gdy nie wiem co mam powiedzieć. I wtedy ta panująca w okół cisza mnie zabija.
-Nie mam stroju. I woda pewnie zimna.-wyjrzałam spod okularów przeciwsłonecznych.
-Chodź i nie marudź! Jest ciepło i chyba nic się nie stanie jak trochę zmokniesz. Przynajmniej się rozweselisz.-uśmiechnął się, złapał mnie za rękę i zaciągnął do wody. Z początku było to zwykłe pływanie w kółeczko, a potem przerodziło się w szaleństwo i wygłupy. Przypomniały mi się wtedy nasze spotkania na boisku. Było tak wspaniale jak teraz i mam nadzieję, że od dzisiaj z powrotem będziemy się częściej widywać.
Jasne wpadające do pokoju promyki słónca nie pozwalały mi już dłużej na sen. Uśmiechnęłam się do siebie gdy przypomniałam sobie poprzedni dzień. Tego dnia także planowałam jechać nad zalew, by spotkać tam Łukasza. Od rana miałam świetny dzień. Cisza, spokój. Zosia u babci, mama z Markiem na mazurach, a ja sama w domu. Wolałam zostać sama niż jechać z Zośką do babci. I słusznie, bo wtedy pewnie nie mogłabym jeździć na miejscową plażę.
Około godziny dwunastej wsiadłam na rower i w ciągu piętnastu minut byłam już na miejscu. Uśmiechnęłam się pod nosem na widok pływającego w wodzie Łukasza. Rozłożyłam kocyk w odpowiedniej odległości-nie zablisko ani nie zadaleko mojego kolegi i się położyłam oczekując na jakiś gest z jego strony. Moja radość znikła kiedy przechodząc koło mnie z paczką swoich znajomych nie odpowiedział nawet na moje "cześć". Olewka na całego. Poczułam się wtedy strasznie. Myślałam, że on mnie lubi.
***
Prawie każdego dnia lipca przychodziłam w to miejsce. Przychodziłam z nadzieją, że go tam zastanę i miło spędzimy razem czas. W końcu moje przychodzenie w to miejsce stało się przybywaniem tam tylko po to, by się na niego napatrzeć. Tak, wiem. To brzmi psychicznie, ale ja inaczej nie potrafię. Mam tylko piętnaście lat i to nie jest z pewnością miłość, bo myślę, że na to jestem jeszcze za młoda i mam na to jeszcze czas. Ale to nie zmienia faktu, że jestem od tego chłopaka uzależniona, pomimo że z nieznanej mi przyczyny on mnie ignoruje...
***
I mamy nowy rozdział. ^^ Od dzisiaj będą dodawane już regularnie! ;D
Ask: ask.fm/ralinaska
Drugi blog: http://jdabrowskyff.blogspot.com/